Córka Dalekiej Północy

Napisano wPrzygody
  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 3 miesiące temu

     

       Lato w Sovntaun powoli się zaczynało. Wszędzie dookoła stopniały ostatnie zaspy, jedynie lodowce na wysokich górach wydawał się być tak odporny na słońce i ciepłe wiatry, że nic go nie stopi. U podnóży jednego z pasm górskich, rozpościerała się wioska Igrasill.  Uboga wieś, acz schludna i gęsto zaludniona. W licznych chatach mieszkało mnóstwo jasnowłosych barbarzyńców, którzy zajmowali się na codzień wypasem trzód, rzemiosłem i  oczywiście potyczkami z plemionami orków. Wojna między dwoma sąsiadującymi ze sobą rasami była starą sprawą, może nie tak starą jak świat, ale na pewno nawet najstarsi ludzie w wiosce wychowali się w ciągłej obawie że pewnego dnia orkowie nadejdą i zniszczą Igrasill.  Nikt jednak szczerze mówiąc nie obawiał się klęski. Wioska była, jak wspomniałem - ludna i dobrze uzbrojona. Szczególny szacunek budził jarl wioski. Ivar był potężnym wojownikiem, pochodzącym od wielkiego bohatera Północy - Haskurla.  W jego rękach często znajdował się wielki topór o dwóch ostrzach, broń której bali się nawet najsilniejsi orkowie. Co mogło się stać wiosce którą dowodził taki bohater?



    ***

     

    -Ingrid! Ingrid! - Usłyszałaś głos młodszego brata. Ten chłopiec, najmłodszy z Twoich braci, wydawał się zawsze pełen energii. Dziś, na jego czerwonych policzkach widać było zmęczenie. 
    -Mama mówiła że dzisiaj będzie z Tobą poważnie rozmawiać! Słyszałem jak mówiła to ojcu. Ciekawe czy znaleźli Ci już męża! -Chłopak zaczął się bardzo głośno śmiać, biegając do okoła i krzycząc:
    -Ingrid wychodzi za mąż, Ingrid wychodzi za mąż! - Biegał, śmiejąc się Ingrid w twarz. Podbiegł jego kolega, Carl - rudy jak rdza syn sąsiadów.
    -Co? Ingrid wychodzi za mąż? Za kogo?! Chyba nie za Łysego Gustawa! -Rudzielec śmiał się głośno i chwytając brata za rękę pobiegł przed siebie.



    ***
    W okolicy szeptano o ostatnim wydarzeniu. Na polowaniu, w okolicach Kruczej Skały dwie grupy myśliwych spotkały się. Nie byłoby w tym nic niepokojącego gdyby nie to, że były to grupy ludzi i orków. Ludzie i orkowie szybko skoczyli sobie do gardeł. Podobno poszło o białego jelenia. Myśliwi z Igrasill wrócili wszyscy. Nie można było tego powiedzieć o orkach...

  • 2 pkt.
    Młoda i złotowłosa mieszkanka Północy. Zawsze zachowuje spokój i powagę.
    Ingrid 3 miesiące temu

    Dziewczyna niedbale rzuca drewno do pieca i zgrzyta zębami. Oczywiście, to nie jest ten facet, o którym marzyła. Haha, Łysy Gustaw! Ona kiedyś go widziałam: czarne, małe jak guziki oczy, tłuste usta, duży garbaty nos... U tego człowieka jest zbyt wiele nieprzyjemnych rysów twarzy, ale w tym, czy nieszczęście? Przecież wszyscy wiedzą o jego gwałtownym temperamencie. Jej matka mówi, że jest on bogaty, ale czy to bogactwo jest istotą ludzkiej egzystencji? Zawsze była gotowa być gospodynią, matką i żoną, ale perspektywa założenia rodziny z człowiekiem, który jej się nie podobał, nagle zmusiła ją czuć w duszy pustkę, lepką niczym smoła. Czy trzeba było Bogów, aby światło pojawiło się w tym nudnym, monotonnym życiu?

     

    Ale Ingrid nie może narzekać. Jej usta, zaszyte zostały przed skargą - najgrubszymi niewidzialnymi nićmi. Kto ma teraz łatwo?

     

    Przytulny, cichy ogień w piecu oświetla jej zimny pokój, w którym odbywa się kolacja. Haskurla wiele mówi o dzisiejszej walce: jego potężny cień tańczy na drewnianej ścianie, rude grube brwi połączyły się, a dłoń, która zacisnęła kawałek dziczyzny nerwowo trzęsie się w powietrzu. Gdyby żołnierze z oddziału widzieli go w takim stanie emocjonalnym, jest oczywiste, śmialiby się, bo ten człowiek był jak na dziewczyny-plotkary z rynku. Dla Ingrid historie ojca były ciekawe i przerażające jednocześnie. Jest oczywiste, że te historie nie były przeznaczone dla niej, a dla jej małych braci, przyszłych barbarzyńców, których przebiegłość i okrucieństwo miały stać się legendą.

     

    Spojrzenie małego Magnusa biega od pokrywki czarki z piwem, którą ojciec stuknął gniewnie w stół, do opaski z czerwoną plamą na głowie: Haskurla został raniony przez jednego z orków toporem..

     

    Opowieści o brutalnych walkach przerażają, sprawiają, że szyję Ingrid w emocjach wbija palce w ramiona i zostawia ślady paznokci - półksiężyce na rękach. Ale to wydaje się interesujące. O wiele bardziej ciekawe, niż gotowanie, haft lub proces dojenia śmierdzącej górskiej kozy. 

    Gdy kolacja dobiega końca, a młodsi bracia idą do łóżka, Ingrid też idzie za nimi. Nie z powodu tego, że ona też już chce spać, o nie. Jak to tylko możliwe, unika rozmów o zaręczynach i niejasno mówi o tym, że idzie zbierać zioła, które pomogą leczyć rany ojca. Astrid mruży swoje szare oczy, więc jej zmarszczki pogłębiają się. Ona doskonale rozumie, że jej córka zupełnie niezadowolona z ich wyborów, ale co oni mogą powiedzieć? Bardziej godnych kandydatów nie ma, a odwołanie zaręczyny jest nieprzyjemną sprawą, poza tym, ona już jest dorosłą dziewczyną i nie można oddalać momentu założenia rodziny.

     

    Ingrid szybko ubiera się w ciepłą niedźwiedzią skórę i wychodzi na ulicę, gdzie ujrzała szare niebo i zimne wieczorne powietrze. 

    Wieś znika w oddali.

  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 2 miesiące temu

    Ścieżki losu są czasem bardzo kręte i prowadzą nas nie tam gdzie chcielibyśmy trafić. Czasem jednak, w cudowny sposób udaje się nam uniknąć przeznaczenia które dla nas ktoś przygotował. Lecz czy naprawdę coś takiego jak przeznaczenie istnieje? Czy nie kieruje nami tylko ślepy przypadek? Szczęśliwy traf? Fart? A może po prostu wszystkie te rozważania nie mają sensu, bo ani poprawności, ani błędności ich nie można stwierdzić?  Wątpliwe aby Ingrid, gdy opuszczała swój rodzinny dom tego wieczora, zastanawiała się nad tym co kieruje jej losem. Pewne jest że myślała o planach matrymonialnych jakie jej rodzice mieli dla niej. Wyszła na zewnątrz, chłodne północne powietrze wypełniło jej płuca. Czy czuła się źle? Trudno powiedzieć. W takich sytuacjach ludzie czują czasem dziwny spokój. Wiadomo na przykład, że gdy ktoś staje przed katem, zwykle zachowuje pełen godności spokój. Albo gdy żołnierze idą do ataku, zwykle lekko przyjmują możliwość śmierci. Ingrid, która wiedziała że czeka ją ożenek lub ucieczka, mogła się jeszcze wahać nad tym które wyjście wybierze. Nie było bowiem innych widocznych dla niej dróg. 

    Przeszła po skrzypiących schodach domu, wyszła na drogę która prowadziła do centrum wioski. Rzuciła okiem na domostwo wodza, który pewnie właśnie pił piwo i opowiadał o swoich wyczynach podczas ostatniej potyczki z orkami. Ingrid znała wodza od dziecka. Kiedyś był lekkomyślnym młodzieńcem, który pchał się zawsze tam gdzie można było pobić się z kimś. Teraz nie był już młodzieńcem, a dojrzałym mężczyzną, ale jego charakter pozostał raczej bez zmian. 

    Gdy Ingrid przeszła obok domu wodza, usłyszała jakiś krzyk z środka budynku. Była to żona wodza, która zawsze niesamowicie krzyczała gdy jej mąż się upijał. Wszyscy zastanawiali się, jak to możliwe że tak silny i pewny siebie mężczyzna daje się prowadzić jak cielak takiej kobiecie. Nie była ona ani ładna, ani zbyt mądra, ani też nie pochodziła z rodu z którym należało się liczyć. Najwyraźniej jarl wioski potrzebował trochę tyrani w domu. Bez tyrani domowej czułby się gorzej. 

    Ingrid doszła do bramy prowadzącej za palisadę, która chroniła wieś. Mogła w każdej chwili zrobić krok dalej, mogła też zawrócić. Wybór należał do niej. 

    Zdecydowała się jednak na dalszy marsz. Ruszyła szybkim krokiem za bramę. Wioska zniknęła w oddali, a ona otoczona przez drzewa i pastwiska, oraz wielkie głazy które leżały w całej okolicy, czuła się samotna. A może to był spokój duszy? Kto wie. 

     

    ***

     

    Ingrid była już daleko za obrębem wioski. Minęła wielki czerwony kamień, o którym tutejsi mówili że jest zębem wielkiego smoka, pradawnego węża, zwanego Istniejącym Od Dni Pradawnych. Ingrid, domyślała się że jest to po prostu wielki blok granitu, który został tutaj przyniesiony, aby pełnić rolę słupa granicznego. Dalej, mieszkali Rodlowie - plemię graniczące z ziemiami orków. Rodlowie byli dość niebezpiecznym plemieniem, które nawykłe do ciągłej walki, nieufnie podchodziło do wszystkich. Dziewczyna mogła ominąć ich osadę, aby udać się na Ziemie Orków, wejść do wioski Rodlów, lub zmienić kierunek, aby udać się na północ, w głąb ziemi barbarzyńców, a dalej od orkowego ludu.

     

     

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj by móc zagrać.