Matka anarchia synów swoich kocha

Napisano wWieści
  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Mieszkaniec wsi Misiopole, szukający swojego miejsca na świecie...
    Nestor Czeburaszka 3 miesiące temu

    Pojezierze od czasu Wielkiej Wojny było jednym wielkim nieporządkiem i chaosem. Ludność tamtejsza, zupełnie odzwyczajona od jakiejkolwiek władzy żyła w otoczonych wysokimi murami lub palisadami chutorach, dobrze uzbrojona i przyzwyczajona do ciągłych potyczek z bandami przewalającymi się przez ich ziemie.  Ziemia przy wielkim jeziorze była bardzo żyzna, nie trzeba było ani nawozić, ani szczególnie dbać o uprawy, a zboże rosło wspaniałe. Jabłonie uginały się od jabłek, a gruszki były wielkie jak głowa małego dziecka. 

    Przynajmniej tak wszyscy postrzegali tą krainę. Rzeczywistość była jednak nieco inna. W rzeczywistości kraj był wciąż napadany przez wojowników z sąsiedniego Kalifatu Króliczego. Gdy tylko robiło się ciepło, ogromne fale zajęczaków atakowały chutory i wioski w poszukiwaniu jedzenia, napoju i kosztowności. Ludność Pojezierza, ludzie, elfy, gnomy, oraz cała mieszanina innych istot, musiały stawiać opór nieproszonym gościom. Różnie to wychodziło, raz lepiej, a raz gorzej. 

     

    Dziś jednak stała się rzecz która miała odmienić losy całego Pojezierza....


    ***

     

    We wsi Misiopole, zamieszkałej w większości przez kolonię Pandoidów, humanoidalnych niedźwiedzi, pojawił się niespodziewany gość. Przyjechał on wozem, przywiózł go Grash-Ugok, stary ork trudniący się przewożeniem ludzi z miasta na wieś i odwrotnie. 

    Na ryneczku w Misiopolu pojawił się niski kudłaty stworek, wyglądający trochę jak małpa. Dla niedźwiedzioludzi przypominał brzydkie dziecko. Na początku nikt go nie rozpoznał, ale gdy baby na targu przyjrzały się jego twarzy, wszystko stało się jasne. 
    -To Nestor Czeburaszka? - Spytała gruba niedźwiedzica w czepku na głowie.
    -Niemożliwe, jego przecież ubili pięć lat temu! - Energicznie zaprzeczyła jej sprzedawczyni ryb.
    -Nie! - Wtrąciła trzecia. Nachyliła się do ucha koleżanek i szepnęła:
    -Podobno siedział w więzieniu u elfów. Teraz u elfów władza nie taka surowa jak kiedyś, więc go zamknęli na pięć lat. Nie wiem za co, bo jego matka nie mówi ani słowa! 
    -Nie dziwię się jej! Wstyd mieć takiego syna! Ani Bogów, ani władzy nie szanuje! -Nagle niewielki niedźwiadek podszedł do rozgadanych pań.
    -Witam, ciotki. - Rzucił uroczym głosem, co przyszło mu zaskakująco łatwo.
    -Och, Nestor Czeburaszka! Kopę lat! Jak miło Cię widzieć! Zmężniałeś! Choć nadal młodziutko wyglądasz! Zuch! -Wiejskie baby go otoczyły obdarowując go owocami i rybami.
    -Dziękuję, dziękuję! Ale nie trzeba! Dajcie komuś bardziej potrzebującemu ode mnie! - Wziął kilka jabłek i dziękując milutkim głosem odszedł kiwając głową na pożegnanie. 

     

    -On ma straszne oczy! Wzrok jak u diabła! - Szepnęła jedna z kobiet, gdy Czeburaszka był już daleko. 
    -Widziałam że za pazuchą ma pistolet! - Z przerażeniem zawołała ta która sprzedawała ryby.
    -Pewnie dalej będzie mordować! Święty Niedźwiedziu, chroń nas przed takimi gośćmi.

     

    ***

     

    Nestor otworzył starą bramę, która zaskrzypiała głośno. Najwyraźniej nikt jej nie oliwił od czasu gdy wyjechał w świat. Z nostalgią spojrzał na zagrodę. Między starymi gruszami i jabłoniami, którymi wypełnione było jego rodzinne podwórko, rosły pokrzywy i pesz. Wszystko wyglądało tak, jakby nilkt tu nie mieszkał. Kudłaty młodzieniec podszedł do drzwi domu. Nie słyszał żadnych odgłosów wewnątrz. Zwinął dłoń w pięść i zastukał. Drzwi po chwili się otwarły. Stanęła przed nim jego matka.
    -Nestor... Nestor? Ty żyjesz?  - W oczach kobiety pojawiły się łzy.
    -Matulka! - Rzucilł się jej w ramiona syn marnotrawny. 



  • 77 pkt.
    Bruno Schneider 2 miesiące temu

    Piwiarnia w Misiopolu jest miejscem, gdzie wielu ludzi za swoje marne grosze upija się, aby zapomnieć o smutkach. W tym miejscu, gdzie szerzy się pijaństwo, a także mowa nienawiści w stosunku do władzy tego słabego, nękanego sporami państwa jakie jest Przyjezierze.

     

    Młody Bruno Schneider – młody, ambitny, ale pochodzący z ubogiej rodziny Festus spotykał się ze swoimi kolegami w barze, aby omawiać plan zmiany sytuacji w kraju. Bruno był znany ze swojego temperamentu – impulsywny, ambitny, oraz pociągający za sobą tłumy swoimi licznymi przemówieniami karczemnymi.

     

    Stanął on na taborecie, i zaczął przemówienie, otoczony swoimi niedźwiedzimi współpracownikami:

     

    „Od wielu lat rasa Festusów zatraca swój sens istnienia. Nasza rasa jest ciągle wypierana przez inne. Na przykład w Halvorcu Marszałkiem jest nikt inny jak CZŁOWIEK! Do kraju Festusów napływają zastępy ludzi, elfów, i królikonów. O tak – królikony, to one przez tysiące lat truły swoją egzystencją naród Niedźwiedzi. Pomimo wojen, prób, prześladowań, oraz morza wylanej krwii, my jako Festusi nie zjednoczyliśmy państwa Niedźwiedziego na tyle, aby stać się w pełni suwerenni.

    Marzę o tym, aby moje dzieci doczekały państwa, w którym nie będą musiały bać się o to, że królikony pewnego dnia załomotają kolbami do drzwi, i powiedzą „Ty tu nie mieszkasz – teraz władza należy do nas” Albowiem mówię wam tylko trzy rzeczy liczą się w życiu każdego Festusa – Jedna Rasa, Jedna Rzesza, Jeden Wódz. I tylko dzięki zdobyciu przestrzeni do życia, będziemy mogli stworzyć nową Rzesze Halvorską!

     

     

  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Mieszkaniec wsi Misiopole, szukający swojego miejsca na świecie...
    Nestor Czeburaszka 2 miesiące temu

    -Wasza Wielmożność! - Zawołał z tylnych ławek jakiś głos. Nagle, z między ław wyszedł karzełkowaty niedźwiadek, przypominający trochę niedorobionego niedźwiedziaka:
    -Wasza Wielmożność mówi że będzie przestrzeń życiowa i w ogóle. Ale ja mam takie malutkie pytanie. Czy niedźwiedziaki nie mają już wystarczająco dużo przestrzeni życiowej? Potrzeba raczej dobrego zarządzania, bo biurokracja królewska i leniwa szlachta wszystko rujnuje!
    -Albo u nas! U nas to wszyscy razem mieszkamy. To znaczy, niedźwiedzie, ludzie, elfy, krasnoludy. Wszyscy pracują i się mozolą, ale to na nic, bo pewnego dnia przychodzą królikony i nam wszystko zabierają. Co robić Wielmożny Panie? - Spytał niziutki misiek.

    Miał na sobie koszuję chłopską, za którą niedbale schowany był pistolet. Nestor dbał o bezpieczeństwo, więc jego solidny jednostrzałowiec był gotowy w każdej chwili do obrony. Miał jednak nadzieję, że występujący w Misiopolu mówca zaproponuje jakieś ciekawsze rozwiązanie niż tylko pobicie biedaka ze wsi. 

  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 2 miesiące temu

    Mowa wywołała wśród niedźwiedziej społeczności wielki posłuch. Jako że do piwiarni chodzili głównie niedźwiedzioludzie, tezy radykalnego mówcy trafiły im do serca. Zaczęli wołać:

    -Dobrze gada! Polać mu! Polać mu piwa! - Wołali i wdali się między sobą w dyskusję.

    Jakiś z Festusów, stary rolnik który mieszkał nie w Misiopolu, a w następnej wsi - Prządki, spytał:
    -A jak młody panicz planuje cokolwiek zmienić? Na dwór do króla Kabezy mamy iść z prośbą czy jakże to? 

    Lecz przerwał mu jakiś młodzik:
    -Dziadek nic nie wie! Dobrze mówicie. Tylko co nam teraz robić? Przecież my tu w Misiopolu władza. Ale poza Misiopolem szeroki świat! Na połnocy Halvork - wielka potęga! Ale przecież oni żyją tak jak Wy mówicie! Na wschód to też niedźwiedzie żyją. Ale one tylko pieniądze liczą. Co z takim wojskiem robić? Jedni i drudzy mają nas gdzieś! 

     

    Grupa wyraźnie podzieliła się na trzy części. Jedna popierała mówcę, druga kiwała z niechęcią głowami, a decydująca większość miała gdzieś całą tą zabawę. 

  • 77 pkt.
    Bruno Schneider 2 miesiące temu

    Ludu! - Wykrzyknął Bruno

    Musimy zjednoczyć wszystkich południowych Festusów, i stworzyć nowe państwo, gdzie będą żyły tylko rasy wyższe, a dla królikonów, goblinów, demonów z wrót otchłani, oraz wszystkich, którzy sprzeciwiają się woli Rzeszy zostaną zgładzeni. Dlaczego? - Gdyż to ONI są odpowiedzialni za wszelkie zło, które spadło na nas w dziejach świata! To ONI krzywdza NAS! To ONI palą wsie, mordują i bałamucą kobiety. To oni są odpowiedzialni za otwarcie wrót otchłani. Dlatego naszą świętą misją jest zgładzenie ich, gdyż zatruwają świat.

    Dzisiaj tworzymy Welką Rzesze, ale nie metaforycznie, jak to mają w zwyczaju ludzie. Ale przekuwamy słowa w czyn, tworząc historię. Czy zgadzacie się tworzyć razem Wielką Rzesze Halvorcu?

  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 2 miesiące temu

    W tłumie wybuchła euforia. Niedźwiedzie powstały z miejsc i zaczęły śpiewać starą Festuską pieśń - "Wesel się Halvorku". Brzmiała ona mniej więcej tak:

    "Chorągiew wznieś! Szeregi mocno zwarte!
    Nasz to marsz: spokojny, równy krok.
    A zamordowani przez komunę i reakcję
    Są pośród nas, i dumny jest nasz wzrok.

    Więc wolny szlak niedźwiedzim batalionom.
    Więc wolny szlak przed tym, co niesie grom!
    Na Halvork z nadzieją patrzą już miliony
    I dzień wolności wstaje nad nasz dom!

    Już trąbka gra, to apel nasz ostatni!
    Do boju gotów jest już każdy z nas!
    Niedźwiedzi flagi wkrótce wioną ulicami.
    Dawnej niewoli już się kończy czas!

    Chorągiew wznieś! Szeregi mocno zwarte!
    Nasz to marsz: spokojny, równy krok.
    A zabici przez komunę i reakcję
    Są pośród nas, i dumny jest nasz wzrok.

     

    Ta wzruszająca pieśń powstałą w czasach Wielkiej Wojny i stała się symbolem niezłomności halvorskich żołnierzy. Dziś ten dumny hymn śpiewali potomkowie tych których bieda wygnała na emigrację. Dzieci tych którzy widzieli jak królowie Halvorku zamiast zapewnić im szacunek i panowanie zamienili ich w takich samych poddanych jak królikony i ludzie. Dziś jednak zmieniło się wszystko. 

     

     

     

    ***

     

    Po tygodniu w Misiopolu wszystko się zmieniło. Na wieść o Bruno Schneiderze do osady przybyło tysiące Niedźwiedziaków z całego kraju. Wielu z nich było uzbrojonych i zasiliło szeregi "Niedźwiedziej Nadziei". "NN" bo tak nazwano tą ochotniczą organizację, szybko opanowało okolice. Wszscy chcieli rozmawiać z charyzmatycznym wodzem. Jego mowy zapalały umysły włochatych istot. 

    -Wodzu.  - Szepnął do Bruna jego zaufany towarzysz.

    -Mamy już siedem tysięcy po naszej stronie...

  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Mieszkaniec wsi Misiopole, szukający swojego miejsca na świecie...
    Nestor Czeburaszka 2 miesiące temu

    Nestor wiedział że nadchodzi dzień na który czekał. Ruszył szybko na wschód, gdzie mieszkało wielu jego braci - Pandoidów, oraz dużo wolnych band wojowników. 

    -Bracia! Wybiła godzina w której musimy zebrać się i pogromić królikonów. Dziś nadszedł ten dzień! Zajęczaki, ta plaga która dręczy nasz wszystkich musi zostać zniszczona! Tak jak depczemy karaluchy, tak musimy wypędzić okupanta! Bracia i siostry!  Nasz program jest prosty: chcielibyśmy rządzić  Przyjezierzem. Pytają nas o nasze programy polityczne w momencie kiedy różnych programów jest już mnóstwo wszędzie. To nie programy mają służyć rozwiązaniu problemów kraju, ale ludzie i ich siła woli. Jeśli zapytacie mnie co pozwoliło mi wytrwać gdy byłem więziony przez elfy, odpowiem. Silna wola! Wola mocy! Musimy być poza dobrem i złem! - Czapka którą młodzieniec miał na głowię przechyliła się. Wydawało się, że na swojej okrągłej główce nosi tort, a nie czapkę. Lecz pewność siebie i zapał pokazywał że przemawia ktoś silny. 

    -Dziś... Dziś... Rozpoczynamy nasz wielki marsz! Za dziesięć lat nie poznacie tego kraju! Za dziesięć lat wszyscy będą drżeć przed potężnym narodem Przyjezierza! Lepiej żyć jeden dzień jak niedźwiedź niż 100 lat jak zajęczak! Mówicie że dzieli nas rasa, dzieli nas wygląd, pochodzenie.  Rasa? To jest uczucie, a nie rzeczywistość: dziewięćdziesiąt-pięć procent, co najmniej, to uczucie. Nic mnie nigdy nie przekona do tego, że czyste biologicznie rasy nadal istnieją. Wystarczająco zabawne, nikt kto głosił „szlachetność” rasy Halvorskiej był sam Halvorczykiem. De Vienna był człowiekiem, Kosa - elfem, Inkwizytor Amadeus, człowiekiem;  Aphegeval, kolejny człowiek! - Dumna mina Nestora zdradzała że czuje się świetnie przemawiając do ludu. Słuchacze spojrzeli na niego z podziwiem.

     

    ***

     

    "Czarne Czapki" - jak ją nazwano od koloru nakrycia głowy który wybrał Nestor niezwykle szybko rosła w siłę. Jego sława jako rozbójnika i anarchisty przyciągała awanturników, a jego słowa - w szczególności talent retoryczny, przyciągała istoty spragnione  przewodnika. 

    Szybko wypędzono wszystkie zajęczaki z okolicy, co rozwiązało problem uchodźców. Następną decyzją było ustanowienie sądów które rozwiązywały spory pomiędzy bogatymi i biednymi. Najwyższą instancją był sam Nestor, którego szybko zaczęto tytułować "Wodzem". Zebrał on dość liczne siły, bo wieść o potędze "Niedźwiedziej Nadziei" bardzo zaniepokoiła inne rasy. Sam wielki nauczyciel w synagodze Pandoidzkiej poparł awanturnika w czarnej czapce. 

     

    Szybko wyliczono że milicja "Czarnych Czapek"  i lokalnej ludności stanowiła już 18 tysięcy osób pod bronią. Nestor wysłał posłów do wodza "Niedźwiedziej Nadziei" aby wspólnie podjąć walkę przeciw słabemu rządowi księcia Wiktoriusza Pomerskiego. 

     

     

     

  • 77 pkt.
    Bruno Schneider 2 miesiące temu

    Niedługo po płomiennej przemowie tłumy Festusów wyszły na ulice, i zaczęły wielki pochód, mający zapewnić im własne państwo. Przed domem burmistrza miasteczka.

    - Czy jesteś z nami czy przeciwko nam?

  • 281 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 2 miesiące temu

    -To oburzające! Taka uzurpacja nie mieści się w moim kodeksie moralnym! - Zawołał burmistrz. Zamknął drzwi przed Bruno Schneiderem i zasiadł do pisania skargi do księcia Pomerskiego. Gnom w roztagnieniu zanurzył swój długi nos w kałamarzu, wywracając go i zalewając wszystko atramentem. 

     

    Tłum ochotników opanował miasto. Ktoś wpadł na pomysł aby uświetnić pochód pochodniami. 

    -Przemów wodzu! Przemów wodzu! - Wołali żarliwi zwolennicy nowego przywódcy. 

     

     

    ***

     

    W tym czasie na terenie zajętym przez Nestora Czeburaszkę pojawiła się kawaleria Jego Książęcej Mości Pomerskiego. Wszyscy byli tym nieco przerażeni, bo choć oddział był stosunkowo nieliczny - liczył tylko tysiąc ludzi, to taka zorganizowana siła mogła pobić z łatwością chaotyczną i niewyszkoloną milicję Czarnych Czapek.

    Okazało się jednak, że konnica po prostu wjechała na tereny zajęte przez rebeliantów i wzmocniła lokalny garnizon. Nie było ze strony kawalerzystów prób fraternizacji z buntownikami, ale też nie dochodziło do prób pacyfikacji. Czuć było jednak napięcie. Jak długo taka dwuwładza będzie tolerowana przez obie strony?

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj by móc zagrać.