[Kampania] Młot i krzyż, płomień i lód

Napisano wWydarzenia
  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Córka króla Sołtani, wojowniczka która na czele swoich okrętów ruszyła na Wilczy Szlak.
    Ingvara Błękitna-Twarz 4 miesiące temu

    Precz z tej ziemi

    Dlaczego?

    Jest moja

    Skąd ją masz?

    Od ojca

    Skąd on ją miał?

    Od swojego ojca

    A skąd on ją miał?

    Wywalczył ją sobie

    Więc teraz ja będę o nią walczył z tobą. 

    Carl Sandburg, "Ludzie, Tak"

     

     

     

    Kim jesteś wędrowcze? Tak pyta zawsze kapłan Wielkiego Drzewa, gdy rozmawia pierwszy raz z każdym odwiedzającym przybytek na wyspie, która stoi na jeziorku Goupla. Spoglądając na gościa, oczami bystrymi i czujnymi, zdaje się wiercić głęboki otwór w duszy rozmówcy. Często nawet, trudno gościa nazwać rozmówcą, bowiem wielu ludzi odwiedziających Wielkie Drzewo, milczy. Milczy, bo nie wie o co naprawdę chce zapytać.

     

    Dziś, przed obliczem kapłana stanęła kobieta. Nie było to nic dziwnego, kobiety często przychodziły tutaj, aby zapytać bogów o opinie. Zastanawiające, że mężczyźni rzadziej odwiedzali ten przybytek, uważając, że męską rzeczą jest samemu stanowić swój los, być jego własnym kowalem, a nie liczyć się z czyjąkolwiek, nawet boską opinią. Kobieta stojąca naprzeciw wróżbity ze świętego sanktuarium, była jednak kimś więcej niż zwykłą kobieciną wypytującą o to, czy urodzi dziewczynkę czy chłopca, albo dziewczęciem które chce chce dowiedzieć się czy w tym roku wyjdzie za mąż. Odwiedzająca Wielkie Drzewo niewiasta, była jedną z córek króla Ivangvara, władcy Sołtani. Zwanej też czasem Wolną Sołtanią, albo bardziej tradycyjnie - Sovntaunem, Sovntaunią...   Była to wysoka, dobrze zbudowana, kobieta o jasnych włosach i niezwykle surowym wyrazie twarzy. Nie można powiedzieć by miała w sobie urokliwość, była raczej groźna niżli piękna.  U pasa nie miała broni, bowiem obyczaj nakazywał nie przychodzić uzbrojnym w to święte miejsce.

    -Co zatem Cię sprowadza? - Spytał, nie uzyskawszy odpowiedzi.

    Kobieta nagle, zmiarkowała i powiedziała spokojnym głosem:

    -Przychodzę po wróżbę. Powiedz świętobliwy ojcze, co mnie czeka. - Kapłan kiwnął głową i nakazał jej:

    -Poczekaj tu do dnia jutrzejszego. Módl się u stóp Wielkiego Drzewa, składaj ofiary i czekaj odpowiedzi. - Kobieta uśmiechnęła się i tym razem to ona nakazała kapłanowi:

    -Nie świętobliwy ojcze. Jestem córką Ivangvara, nie mogę czekać. Idź i spytaj bogów natychmiast, bo nie będę czekać. - Kapłan zacisnął zęby, zmieszał się i zniknął gdzieś w głebi przybytku stojącego obok Wielkiego Drzewa. 

    -Przepowiednia jest dobra. Powiedziałbym że bardzo dobra. Żeby osiągnąć powodzenie, z czegoś musisz zrezygnować. Obecny proces niesie cię ku sukcesowi, ale w tym momencie stoisz jakby przed bramką: nie wszystkie swoje "bagaże" przez nią przeniesiesz. Na szczęście możesz robić próby: jeśli wykonasz pewien ruch, zawsze możesz wrócić do punktu wyjścia. Swoje cele zrealizujesz prostszymi środkami, niż ci się wydaje. Masz szansę uczynić to, co bogowie lubią najbardziej: osiągnąć sukces małym, ale dobrze skierowanym wysiłkiem.

    -Oznacza to... - Zamyśliła się kobieta. Nagle uśmiechnęła się i odparła:

    -Rozumiem chyba co chcą przekazać bogowie. Ruszam zatem w drogę. Dziękuję ci świętobliwy ojcze za pomoc. Dary... - Odwróciła się w stronę tłumu sług stojącego w oddali. Nakazała im wcześniej pozostać z dala od przybytku. Teraz mieli zrobić swoje.

    -Przyjmij świętobliwy ojcze, te skromne dary i wybacz że muszę już odejść.

     

     

    ***

     

    -Dziękuję Ci ojcze za opiekę i lata spędzone razem. - Niezwykle oficjalnie podziękowała swemu rodzicielowi, a zarazem władcy, Błękitna-Twarz. Starszy mężczyzna uściskał ją i ze szczerym uczciem zawołał:

    -Nie żegnamy się na zawsze! To tylko wyprawa, znajdziesz nowy dom, a gdy to się stanie, to znó się spotkamy. - Silny uścisk mężczyzny, który jako jeden z niewielu, potrafił być lepszym ojcem, niż wladcą, wywołał w chłodnej duszy kobiety rozblysk emocji. Powstrzymała się jednak od okazania ich. Odparła:

    -Nie martw się. Spotkamy się i to już prędko. 

     

    ***

     

    Błękitna-Twarz, po raz ostatni wyszła na skały brzegowe, skąd widać było zarówno morze, jak i to co po przeciwnej stronie - fiordy i ujście wielkiej rzeki, nad brzegami której się wychowała. Miala pięćdziesiąt okrętów, a właściwie długich łodzi, na nich po pięćdziesięciu ludzi. Część z nich stanowili wojownicy-wioślarze, a częśc ich rodziny, które zabrali ze sobą, aby wziąć udział w Odysei. 

     

     

     

     

    ***

     

    Flota ruszyła trzymając się prawej strony, brzegu wielkiego, tajemniczego kraju, który rozciągał się na północy. Córka władcy Sołtani, została wcześniej pobłogosławiona przez wszystkich kapłanów, starszyznę plemienia do której należała, oraz własnego ojca i matkę. Teraz, miała ruszyć na Szlak. 

  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 4 miesiące temu

    Flota po trudnych manewrach wydostała się ze zdradliwej zatoki, pełnej ostrych skał i płycizn. Po całodziennym morderczym wiosłowaniu, które przebiegało w dźwięk płaczu dzieci i bicia bębnów, flota wypłynęła na wody Zatoki Riftyjskiej, jak ją się od stu pięćdziesięciu lat nazywało.

     

    Władczyni, nakazała utrzymać kurs, flota miała płynąć trzymając się brzegu, a następnie skręcić w kierunku niewielkiej, zamieszkanej przez kolonię niedźwiedzioludzi wyspy, którą babarzyńcy nazywali Rerumnowarum. 

     

     

    Trzeciego dnia wyprawy, flota wreszcie dopłynęła w pobliże swego pierwszego celu. Wszyscy byli ciekawi co władczyni nakarze. Jeśli bowiem chciała zaatakować, to narażała całą ciżbę na zagładę, flota halvorska należała bowiem do najpotęzniejszych na świecie. 

     

  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Córka króla Sołtani, wojowniczka która na czele swoich okrętów ruszyła na Wilczy Szlak.
    Ingvara Błękitna-Twarz 4 miesiące temu

    Księżna nakazała, aby dziesięć okrętów, w tym jej osobisty, obsadzone przez elitarną formację jej gwardii przybocznej - Błękitnych Twarzy, zeszła na ląd. Czterystu zbrojnych, miało ruszyć na ląd, a reszta okrętów miała wywiesić czarne flagi - oznaczało to atak piracki. Pozostali na okrętach, mieli czekać przy brzegu, nie bylo bowiem wiadmomo jak zareagują właściciele wyspy. 

    -Wyspiarze mają zapłacić sto tysięcy sztuk złota, w przeciwnym wypadku nie ręczę za moich ludzi. - Powiedziała do niedźwiedziaka, którego przypadkiem schwytano, gdy łowił ryby w okolicach desantu wojsk barbarzyńskich. 

    -Przekażesz to namiestnikowi tej wyspeki... - Burknęła i ruszyła na czele wojsk w stronę fortu broniącego tej okolicy.

     

     

    Powiedziawszy to, kopnęła stojący przy wędkarzu kosz z rybami, tak iż te, rozsypały się na mokry piasek.

  • 63 pkt.
    Król Halvorcu
    Pablo Cabeza II 4 miesiące temu

    - Panie! Mam nowe wieści z północy!

    - Co tam sie znowu stało De Vienna?

    - Panie... Nasze kolonie zostały zaatakowane!

    - JAK TO ZAATAKOWANE?

    - Plemiona Sovntaunczyków nękają wyspy na zachód od Halvorcu!

    - Wezwij do mnie generała Franza i Klemensa.

    Do sali weszło dwóch Festusów.

    - TAK PANIE!

    Król usiał na biurku.

    - Słuchajcie. Sprawa jest poważna.

    - Kolejny problem z koloniamii? - Nasze wojska już tam są!

    - Nie, nie chodzi o to. Ale armia też się przyda.

    - Co więc zatem się stało.

    - Królestwo zostało zaatakowane!

    - Kto dopuścił się takiej zbrodnii?

    - Piraci!

    - Jakie są twoje rozkazy!

    - Weź pióro, kartkę, i zapisuj: "W dniach 28 i 29 grudnia nasz kraj został zaatakowany. W imieniu najwyższej rady światowej jest to pogwałcenie suwerenności Halvorcu. Wasi ludzie zaatakowali naszą kolonie, co oznacza bezpośrenie wypowiedzenie wojny. "

    - Panie, ale jaką mamy pewność, że za atakiem stoi Sovntaun?

    - Mam stuprocentową pewność.

    - Panie! Co mamy zatem uczynić?

    - Niech wojska kolonialne ustawią się na granicy z Sovntaunem, a Flota Kolonialna, niech stworzy blokade morską dla Sovntaunu. Wyślemy wojska reagowania na wyspę.

    - Kto będzie bronił wyspy?

    - Ktoś, kto ma duże doświadczenie, i nie ucieknie, gdy tylko zobaczy wroga.

    - Może Peter Zdheb?

    - Możę być.

    - Wyślij dyplomatę do Sovntaunu, i każ mu wszystko wyjaśnić.

    - Czy jest to potrzebne? Może poprosu ustąpimy.

    - Jeszcze raz tak powiesz De Vienna, a skończysz jak świętej pamięci Kosa.

    - Dobra. WYKONAĆ.

    - TAK JEST!

     

     

     

  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Boska istota, pełna niezwykłej mocy!
    [Mistrz Gry] 4 miesiące temu

    Schwytany "poseł" wkrótce stanął przed obliczem gubernatora wyspy. Ten, słysząc o ataku piratów ścisnął mocniej głownię miecza:

    -Piraci? Setki? Ciężko zbrojni? - Mruczał pod nosem. 

    -Sto tysięcy? To sporo... Bardzo dużo. Ogromna ilość pieniędzy... 

     

    Gubernator wiedział żen nie jest w tak trudnej sytuacji jakby się wydawało. Halvorska milicja licząca kilka setek zbrojnych, oraz dość dobrze umocniony fort, dawał poczucie bezpieczeństwa dla włodarza. 

    -Będziemy negocjować. Nie możemy jednak od razu wypłacić całej sumy, dopiero po jakimś czasie, może za dwa dni? Spróbujemy ją zgromadzić... -Gubernator zastanawiał się jak wiele czasu potrzeba aby zebrać taką fortunę, a i jak wiele czasu minie, nim nadejdzie pomoc... 

     

     

  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Wybrany świętym obyczajem władca Sołtanii, dzielny wojownik, barbarzyńcą zwany.
    Król Ivangvar 4 miesiące temu

    Posłów przyjęto bardzo szybko, częstując ich skromną, barbarzyńską strawą. Słysząc co mają do powiedzenia, Król Barbarzyńców burknął:

    -Królestwo nie ma nic wspólnego z tym wypadem. To jacyś piraci, na bogów - nie mam z nimi nic wspólnego. Jeśli wasz król ma coś przeciw temu żeby ktoś plądrował jego ziemie, niech wytępi tych bandytów. Jeśli zaś brakuje Wam wojska, to chętnie udzielimy wam  swoich usług jako najemnicy, oczywiście za dobrą opłatą... - Uśmiechnął się  i dopił kufel z piwem.

     

    Niedźwiedziackim posłom, wytłumaczono że Sovntaun nie ma nic wspólnego z atakiem pirackim, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego, oraz że jest to sprawa wewnętrzna Halvorku.

  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Córka króla Sołtani, wojowniczka która na czele swoich okrętów ruszyła na Wilczy Szlak.
    Ingvara Błękitna-Twarz 4 miesiące temu

    -Acha! - Odpowiedź Błękitnej-Twarzy była gniewna i pasująca do jej paskudnego chrakteru. Chwyciła za topór i uderzyła nim w najbliższe drzewo.

    -Nie dadzą rady zapłacić? To my sami weźmiemy co nasze! Chłopcy, macie kilka godzin na spustoszenie okolicy. - Spojrzała na nieszczęsnego niedźwiedziaka-wędkarza, który ostatnimi czasy został też dyplomatą.

    -Pójdziesz z nami niedźwiedziu. - Uśmiechnęła się złowrogo.

     

    -Wojownicy! Spalcie co się da, schwytajcie kogo się da i splądrujcie to co cenne. Rokkkkk reeeeegallllll rogggggaaanniii! -Zawołała. 

     

    Barbarzyńscy wojownicy ruszyli aby plądrować okolicę. Niedźwiedziaka zaś przywiązano do drzewa, gdzie miał spokojnie oczekiwać aż jako niewolnik trafi na statek floty barbarzyńców. 

  • 63 pkt.
    Halvorski oficer.
    Peter Zdheb 4 miesiące temu

    Pether dopłynął do wyspy.

    - Więc to tutaj...

    Zdheb wszedł do pokoju Gubernatora.

    - Witaj!

    - Nareszcie jesteś!

    - Jestem, jak widzisz...

    - Nareszcie damy popalić tym cholernym Sovntaunczykom!

    - Nie bądź taki pewien... od tego czasu wiele się zmieniło - klany się połączyły, władcy się zmienili.

    - Wiem... ale i tak jesteśmy silniejsi!

    - Tak... ale pamiętaj, że nie mamy do pomocy Elfów... musimy walczyć do ostatniego.

    - Co zatem proponujesz?

    - Jeżeli skończymy z nimi szybko, to nie wywołamy kolejnej...

    - Wojny?

    Zdheb westchnął.

    - Zbierz ludzi, gdzie oni są?

    - We wschodniej części wyspy.

    - Załawimy to raz na zawsze. Jak są uzbrojeni?

    - To ostatni oddział tradycyjnej armii, jest ich około 200.

    - Więc nie mają arkebuzów?

    - Nie...

    Nastała chwila ciszy.

    - Więc poziom jest równy...

    - Panie... a twoje wojska?

    - Mam tylko 100 Grenadierów

    Amia złożona z 200 Festuskich Zbrojnych i 100 Grenadierów weszła na góre, i z tamtąd obserwowała wrogów.

  • 239 pkt.
    Mistrz Gry
    Córka króla Sołtani, wojowniczka która na czele swoich okrętów ruszyła na Wilczy Szlak.
    Ingvara Błękitna-Twarz 4 miesiące temu

    Błękitna Twarz szybko została poinformowana o przybyciu na wyspę dodatkowych oddziałów. Jej ludzie byli zajęci plądrowaniem i paleniem osad na wschodzie, byli zatem rozproszeni. Przy niej, obecnych było zaledwie piećdziesięciu wojów, reszta była rozrzucona po wsiach. Na okrętach czekało jeszcze dodatkowo kilkuset wojowników, byli jednak potrzebni do pilnowania okrętow.

    -Niech dalej plądrują. Zajmiemy się tymi potworami, jest ich niewielu więcej od nas. - Zaśmiała się, spoglądając na kilka setek nieprzyjaciół stojących na górze. Wyszła nieco do przodu, przed swoich wojowników. Obróciła się w stronę nieprzyjaciela i zawołala:

    -Ej, wy tam! Niech wyjdzie spośród was wódz, aby walczyć ze mną! No, jeśli nie pokonać kobiety barbarzyńców, to jak dacie sobie radę z meżczyznami? - Wojownicy z gwardii przybocznej zarechotali.

    -Niech wasz wódz wyjdzie walczyć ze mną w pojedynku! Jeśli przegram i zginę, to moi ludzie zostaną waszymi niewolnikami. Statki które tu przywiodłam będą wasze. Moi ludzie będą wam służyć. Lecz jeśli ja wygram, wyspa będzie moja, a wy będziecie służyć mnie jako Królowej. 

    -No! Mówcie - Zawołała unosząc ku niebu miecz.

  • 63 pkt.
    Halvorski oficer.
    Peter Zdheb 4 miesiące temu

    Festusi nie mieli ochoty czekać.

    Grenadierzy wystrzelili...

    Reszta wojowników pobiegła do walki.

Prosimy zaloguj się lub zarejestruj by móc zagrać.